Stan Wyjątkowy
Onet
0
"Stan Wyjątkowy" to program, w którym Andrzej Stankiewicz, Dominika Długosz, Kamil Dziubka i Jacek Gądek dyskutować będą o najważniejszych politycznych wydarzeniach tygodnia. Czołowi dziennikarze Onetu i Newsweeka zapewnią słuchaczom i widzom nieszablonową, często żartobliwą, ale zawsze merytoryczną rozmowę, a ich ogromne doświadczenie dziennikarskie i znajomość kulisów polskiej sceny politycznej gwarantują potężną dawkę informacji.
Epizódy
-
Specjalne wydanie "Stanu Wyjątkowego" rok po wyborach #OnetAudio 01.06.2026 1hW specjalnym wydaniu "Stanu Wyjątkowego" Andrzej Stankiewicz, Kamil Dziubka, Dominika Długosz i Jacek Gądek podsumowali pierwszy rok po wyborach wygranych przez Karola Nawrockiego i obóz Prawa i Sprawiedliwości.
-
Tusk przegrywa Kraków. Nawrocki olewa Kaczyńskiego. Sakiewicz odpiera szturm policji w bokserkach #OnetAudio 30.05.2026 25minMija rok od drugiej tury wyborów prezydenckich, wygranych przez Karola Nawrockiego i obóz Prawa i Sprawiedliwości. Dokładnie 1 czerwca o godz. 20 zapraszamy na specjalne wydanie "Stanu Wyjątkowego", w którym Andrzej Stankiewicz, Kamil Dziubka, Dominika Długosz i Jacek Gądek podsumują pierwszy rok po wyborach i wspólnie odpowiedzą na pytania subskrybentów Onet Premium. Zapisz się! Szczegóły: https://wiadomosci.onet.pl/kraj/specjalne-wydanie-stanu-wyjatkowego-dolacz-do-wydarzenia/rq61t2b Skończyły się czasy, gdy słowa Jarosława Kaczyńskiego, jego wola i kaprys ważyły na prawicy więcej, niż prawo i niż sprawiedliwość. Po tym, jak prezesowi PiS posłuszeństwo wypowiedział Mateusz Morawiecki, następny w kolejce ustawia się Karol Nawrocki. Prezydent właśnie kompletnie zignorował sygnały ostrzegawcze wysyłane z Nowogrodzkiej w sprawie obsady stołka I prezesa Sądu Najwyższego. Nie ma co kryć — w trwającej politycznej wojnie o kształt wymiaru sprawiedliwości I prezes Sądu Najwyższego to posada kluczowa. Dlatego Kaczyński nie chciał się zgodzić na nominację dla sędziego Zbigniewa Kapińskiego, który ponad ćwierć wieku temu uczestniczył w wydaniu orzeczenia uznającego, że Lech Wałęsa nie był agentem komunistycznej bezpieki. Udowadnianie, że Wałęsa to „Bolek" nadaje życiu Kaczyńskiego sens, więc nie ma się co dziwić, że prezes oczekiwał od swego prezydenckiego wybrańca, że nie zgodzi się na takiego kandydata. A Nawrocki po cichu Kapińskiego powołał — czyli olał Kaczyńskiego. Dla jasności: nie był w tej prezesowskiej olewce sam. Za Kapińskim lobbowali ważni w pisowskiej kaście ludzie: nie tylko zbuntowany Morawiecki, ale także zmarginalizowany Andrzej Duda i odchodząca szefowa Sądu Najwyższego, była wiceminister w rządach PiS Małgorzata Manowska. Znaczy to tyle, że jest na prawicy grupa polityków, którzy mają wystarczającą siłę, by przeforsować swych ludzi na ważne stanowiska — mimo oporów Kaczyńskiego. Tak się zaczyna detronizacja. Ale naturalny — od ponad dwóch dekad — przeciwnik Kaczyńskiego, szef Koalicji Obywatelskiej Donald Tusk także przeżywa problemy. Rok temu dostał ciężkie baty, bo jego kandydat Rafał Trzaskowski przegrał wybory prezydenckie. Teraz z kolei — raptem po dwóch latach kadencji — odwołany w referendum został prezydent Krakowa Aleksander Miszalski, ważna postać KO. W związku z tym twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz i Jacek Gądek analizują wyborczą skuteczność Tuska na rok przed wyborami parlamentarnymi. Wnioski są brutalne. Premier nie odrobił lekcji po ubiegłorocznej porażce Trzaskowskiego. Koalicja Obywatelska wciąż nie potrafi prowadzić kampanii w nowych realiach, gdy trzeba walczyć z botami rozpowszechniającymi wytworzone przez AI chwytliwe, kłamliwe treści. Tak teraz było w Krakowie, a za rok będzie tak w całej Polsce.
-
Zapowiedź specjalnego wydania "Stanu Wyjątkowego". Podsumowujemy rok po wyborach prezydenckich | Dołącz do wydarzenia 26.05.2026 1minKLIKNIJ W LINK I ZAREJESTRUJ SIĘ: https://wiadomosci.onet.pl/kraj/specjalne-wydanie-stanu-wyjatkowego-dolacz-do-wydarzenia/rq61t2b Mija rok od drugiej tury wyborów prezydenckich, wygranych przez Karola Nawrockiego i obóz Prawa i Sprawiedliwości. Dokładnie 1 czerwca o godz. 20 zapraszamy na specjalne wydanie "Stanu Wyjątkowego", w którym Andrzej Stankiewicz, Kamil Dziubka, Dominika Długosz i Jacek Gądek podsumują pierwszy rok po wyborach i wspólnie odpowiedzą na pytania subskrybentów Onet Premium.
-
Trump upokarza Tuska. Prokuratura bliżej Bielana. Cenckiewicz może dostać cios od Nawrockiego #OnetAudio 23.05.2026 25minKarol Nawrocki ma tę przewagę nad Andrzejem Dudą, że zdobył numer telefonu do Donalda Trumpa. Nie to, żeby panowie sobie regularnie gaworzyli — co to to nie. Ale Nawrocki może przynajmniej pisać do Trumpa smsy. I takiej właśnie esemesowej interwencji podjął się po tym, gdy Pentagon wstrzymał wysłanie do Polski 4 tysięcy żołnierzy. Nawrocki osobiście włączył się dość późno, gdy — jak mówią w jego otoczeniu — „syf już był" i trzeba było gasić pożar. Twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Dominika Długosz i Jacek Gądek odsłaniają kulisy tej operacji. Finalnie Trump decyzję zmienił. Może to za sprawą smsów od polskiego prezydenta, a może z powodu oburzenia republikańskich kongresmenów, którzy ostro krytykowali osłabianie bezpieczeństwa Polski, uważanej w Waszyngtonie za lojalnego sojusznika. Tak czy inaczej, Nawrocki może wypinać pierś do odznaczeń, bo to jego — a nie przedstawicieli rządu — wskazał Trump ogłaszając zmianę decyzji. Wcale nie Nawrocki jest jednak najważniejszy w rozgrywce, którą wobec Polski prowadzą trumpiści. Decyzja o wycofaniu wojsk i styl wycofania się z tego wycofania są wyraźnym policzkiem dla Donalda Tuska, który ma w Białym Domu złe notowania. To zresztą kolejne upokorzenie po tym, gdy do Ameryki został wpuszczony ścigany przez polską prokuraturę Zbigniew Ziobro. Dziś już wiemy, że pomogli mu ludzie ze ścisłego zaplecza Trumpa, kojarzeni z ruchem MAGA. Twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" słyszą coraz częściej w kręgach koalicyjnych, że polski Donald musi już przyhamować z krytyką amerykańskiego Donalda, żeby amerykański Donald przestał się mścić.
-
Ziobro zwiał do Ameryki. Kaczyński wściekł się na Morawieckiego. Tusk ukarał Glapińskiego #OnetAudio 16.05.2026 25minPamiętamy, jak zaciekle walczyli ze sobą o to, kto wyśle na polityczną emeryturę Jarosława Kaczyńskiego. Dziś Zbigniew Ziobro jest uchodźcą w Ameryce i bez względu na to, kiedy wróci do Polski — i czy przybędzie w kajdankach, czy wręcz przeciwnie, z rewolwerem za paskiem — jest już politycznie skończony. Z kolei jego odwieczny wróg Mateusz Morawiecki wszedł na wojenną ścieżkę z Kaczyńskim i jest już jedną nogą poza PiS. Morawiecki uważa, że jego wrogowie chcą go usunąć z PiS, żeby potem wysłać Kaczyńskiego na emeryturę i przejąć partię. Tak, to prawda. Tak zwani „maślarze" — Przemysław Czarnek, Tobiasz Bocheński, Jacek Sasin i Patryk Jaki — chcą przejąć PiS. Tak jak chcieli przejąć Ziobro i Morawiecki. Jest jedna zasadnicza różnica — tak silnej koalicji obliczonej na eliminację przeciwników i przejęcie partii jeszcze w PiS nie było. A Kaczyński nigdy dotąd nie był tak słaby. Twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz i Kamil Dziubka ujawniają szczegóły tajemniczej ucieczki Ziobry z Węgier do Ameryki i pokazują, kto mu pomagał w tej eskapadzie, o której polskie władze nie miały pojęcia. Wchodzimy także za kulisy wyjazdowego posiedzenia klubu PiS, na którym Morawiecki wprost rzucił rękawicę Kaczyńskiemu. W partii nazwali to „ostatnią wieczerzą".
-
Republika atakuje Nawrockiego. Mentzen i Bosak biorą się za łby. Tusk ignoruje prezydenta ws. SAFE #OnetAudio 09.05.2026 30minPrezydent Karol Nawrocki — tyle wiemy o nim po niemal roku od wygranych wyborów - ma trzy fazy działania: akcji, reakcji i stagnacji. W tym tygodniu był w fazie akcji. Codziennie. Na każdy temat. Konferencja, oświadczenie, ogłoszenie, przemówienie. Projekt goni projekt. Będzie referendum, nowa konstytucja, ustawa i nowe zadania dla BBN. To znaczy nic z tego nie będzie, ale za to prezydent i jego otoczenie mają głębokie przekonanie, że o to w końcu oni narzucają narrację. Przynajmniej przez te kilka godzin — póki wszyscy nie zdążą powiedzieć jak bardzo jest to bez sensu — są panami sytuacji. Jedno co się prezydentowi udało w tym tygodniu to powołać nowego szefa BBN. I tu niespodzianka. Na Bartłomieja Grodeckiego posypały się natychmiastowe ciosy. Zaskakujące jest jednak to, że z atakiem ruszyły Telewizja Republika i „Gazeta Polska" — zarzuciły nowemu prezydenckiemu ministrowi, że to on stoi za aferą wizową z czasów PiS, a w dodatku jest zwolennikiem SAFE. No większych zarzutów na szybko znaleźć nie można było. Nie ma też wątpliwości, że za tym atakiem stoi były szef BBN Sławomir Cenckiewicz, który z gwiazdorem Telewizji Republika Michałem Rachoniem ma bardzo zażyłe kontakty, także biznesowe. W każdym razie — do nas by nie zadzwonił się wyżalić. W sprawie SAFE wszechmocny i hiperaktywny prezydent nie dał rady — rząd podpisał umowę z Brukselą na udział w tym programie, nie oglądając się na weto Nawrockiego. Umowy z zakładami zbrojeniowymi na produkcję broni za kasę z SAFE mają być gotowe do końca maja. PiS cały czas swoje, że to atak na suwerenność Polski i zdrada, a jak wrócą do władzy to natychmiast się z tej imprezy wypiszą. To byśmy chcieli zobaczyć, jak jadą do zakładów zbrojeniowych Stalowej Woli i mówią: „A teraz pakujcie ten sprzęt w kartony, bo żadnej produkcji i kasy dla was nie będzie". Oczywiście cały czas jest mowa o naszym narodowym, prezydenckim „SAFE 0", czyli o kupnie broni za te pieniądze z NBP, co to je zarobimy na złocie. Ale na razie bank centralny ogłosił stratę na historycznym poziomie przekraczającym 35 miliardów. Wojskowość w ogóle budzi ostatnio sporo emocji. Na przykład u Sławomira Mentzena same złe. Lider Konfederacji uznał wręcz, że szef Sztabu Generalnego gen. Wiesław Kukuła jest „nienormalny". Do obrony Kukuły przystąpił Krzysztof Bosak, na co Mentzen walnął w generała jeszcze bardziej. To retoryczne starcie młodych wilczków prawicy pokazuje, że w Konfederacji buzują gigantyczne emocje — o czym mówią w tym wydaniu słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Dominika Długosz i Kamil Dziubka.
-
Hołownia na celowniku prokuratury. Morawiecki olewa Kaczyńskiego. Mejza wchodzi do klatki #OnetAudio 04.05.2026 22minAleż nam szkoda prezesa — wychodzi na to, że nikt go już nie słucha. I — co gorsza — nikt się już go nie boi. Taki Mateusz Morawiecki. Dostał od prezesa zgodę na swoje stowarzyszenie, czym tak naprawdę usankcjonował własną frakcję w partii. A on niewdzięcznik wcale nie zamierza całować prezesowskiego sygnetu. Co więcej — właśnie ogłosił bojkot posiedzeń kierownictwa PiS, żądając od Kaczyńskiego spotkań w cztery oczy. Łukasz Mejza też w sumie wdzięczny nie jest. Kaczyński dał mu fotel w Sejmie mimo dość podłej przeszłości — Mejza chciał robić lewe interesy na rodzicach ciężko chorych dzieci. Do tego doszło nałogowe łamanie przepisów drogowych, kłopoty z oświadczeniem majątkowym i oskarżenia partnerki, która zarzuca mu przemocowe ciągoty. Za wszystko Kaczyński świecił oczami do czasu, gdy Mejza popełnił grzech w świecie prezesa najcięższy. Otóż przystąpił do negocjacji swej walki w freak fightach, których Kaczyński chciałby zakazać. Wobec klatkowych planów, prezes nakazał Mejzie wynosić się z PiS, przy okazji przebąkując, że w sumie nigdy do partii przyjęty nie został, a był tylko posłem wybranym z listy PiS. Poczuliśmy ulgę, naprawdę. Wreszcie Janusz Kowalski — ten to już odchodzi z PiS po raz drugi. Być może Kaczyński nie dał mu wyboru, bo krążą plotki o powiązaniach posła ze światem kryptowalut, których prezes również chciałby całkowicie zakazać. Nie zmienia to faktu, że Kowalski nie boi się odchodzić z PiS. Rzeczywiście, w tej chwili jest tyle możliwości na prawicy, że można sobie całkiem dobrze ułożyć życie po Kaczyńskim. Premier drwi z sytuacji Kaczyńskiego, obwołując PiS klatką pełną freaków. Szkopuł w tym, że — jak przewidują autorzy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz i Dominika Długosz — premier może już wkrótce stracić dobry humor. Jeśli podległa mu prokuratura wystąpi do Sejmu o uchylenie immunitetu Szymonowi Hołowni w sprawie fałszywych studiów na Collegium Humanum, to czeka nas awantura, która wstrząśnie koalicją.
-
Morawiecki ograł Kaczyńskiego. Nawrocki wyrzuca Cenckiewicza. Tusk grozi Pełczyńskiej-Nałęcz #OnetAudio 26.04.2026 22minNa pierwszy rzut oka Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki właśnie zakończyli konflikt, a PiS wychodzi wzmocniona z najpoważniejszego kryzysu, odkąd w 2011 r. partię opuścili Zbigniew Ziobro z Jackiem Kurskim. Ale zdaniem twórców słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzeja Stankiewicza i Dominiki Długosz to tylko pozory. Przyczyna ich ostrego sporu nie zniknęła — to konflikt o kierunek polityczny PiS, a nade wszystko o władzę w partii i sukcesję na prawicy. Momentem zwrotnym stała się nie tyle zapowiedź Morawieckiego, że rejestruje własne stowarzyszenie, co ujawniona przez niego lista założycieli. Znalazło się na niej niemal 40 parlamentarzystów, czyli mniej więcej co piąty członek klubu PiS. To wzbudziło przerażenie u Kaczyńskiego — okazało się, że w partii wyrosła mu silna frakcja, która uważa za swego lidera kogoś innego, niż on sam. Prezes z miejsca sięgnął po metody przetestowane na buntownikach z dawnych lat — tyle, że groźby i prośby nic nie dały. W tej sytuacji Kaczyński miał dwa wyjścia. Mógł udawać, że wciąż jest silny i wyrzucić grupę Morawieckiego z partii. Mógł też się wycofać i z Morawieckim dogadać — wybrał właśnie to rozwiązanie, co potwierdza jego słabość. Ale jednocześnie nawet słabszy niż za dawnych lat Kaczyński na dłuższą metę nie zaakceptuje dwuwładzy w partii — a na taki scenariusz gra Morawiecki, który chce być w PiS niezależnym od Kaczyńskiego współliderem. I takie uzyskał ustępstwa: prezes zgodził się na działanie jego stowarzyszenia, pod warunkiem, że nie będzie rekrutował nowych członków i włączy je w prace organów doradczych partii. To warunki na pokaz, bo Morawiecki bez trudu jest w stanie je omijać — a rozumie, że dzień prezesowskiego sądu może przyjść w każdej chwili. Tym bardziej, że rejestracja stowarzyszenia jest finałem całej serii niesubordynacji Morawieckiego, który otwarcie kwestionuje radykalną linię polityczną Kaczyńskiego, spotyka się z przedstawicielami obozu władzy i podważa kandydaturę Przemysław Czarnka na premiera, odmawiając zaangażowania w jego kampanię.
-
Kaczyński grozi Morawieckiemu. Klęska Orbana uderza w PiS. Ziobro znów musi uciekać #OnetAudio 19.04.2026 36minCoś w PiS pękło, coś się skończyło. Rejestracja przez byłego premiera Mateusza Morawieckiego własnego stowarzyszenia została uznana przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego za wrogie, pasożytnicze działanie, obliczone na rozbicie partii. Czy prezes sam doszedł do tego wniosku, czy też zasuflowali mu go niechętni Morawieckiemu partyjni konkurenci skupieni we frakcji „maślarzy" — to w sumie bez znaczenia. Kluczowe jest to, że Kaczyński właśnie wszedł w tryb anihilacji — czyli zrobi wszystko, aby zniszczyć organizację Morawieckiego, przekupić lub zastraszyć jej członków, a jego samego rzucić na kolana, by z pokorą ucałował prezesowski sygnet. Kaczyński anihilował już nie raz swych prawdziwych i urojonych wrogów — zarówno w PiS, jak też szerzej na prawicy. Wyrzucił z partii wielu jej twórców: Kazimierza Marcinkiewicza, Pawła Kowala, Joannę Kluzik-Rostkowską, Pawła Zelewskiego, Kazimierza Michała Ujazdowskiego, Marcina Libickiego, czy Zbigniewa Ziobrę. Zniszczył Samoobronę, Ligę Polskich Rodzin, Porozumienie Jarosława Gowina, zaś Suwerenną Polskę Ziobry po latach wcielił do PiS. Wydawać by się mogło, że posiadając takie CV prezes nie będzie miał większych problemów z pacyfikacją buntu Morawieckiego. Ale tak wcale nie jest. Morawiecki — choć w polityce jest raptem od dekady — to zawodnik, z jakim Kaczyński się dotąd nie mierzył. Prezes nie może go szantażować usunięciem z list wyborczych, bo jako milioner ma z czego żyć i brak poselskiego mandatu nie jest mu straszny. W dodatku jest na tyle popularny, że ma szansę wprowadzić do Sejmu własną partię. Ponieważ Kaczyński nie rządzi, więc nie naśle na niego prokuratury, służb i skarbówki. Jedyne co może zrobić, to uderzyć w jego ludzi. I to się właśnie zaczyna — Kaczyński prośbą i groźbą będzie wyciągał posła po pośle z organizacji Morawieckiego. Kluczowe jest to, ilu z nich ustoi — Morawiecki zebrał ich w stowarzyszeniu niemal 40. Twórcy „Stanu Wyjątkowego" Andrzej Stankiewicz i Jacek Gądek rozmawiają z nimi. Jedni są twardzi i butni. Drudzy wyraźnie pękają. Bez względu na to, jak się skończy ten bunt Morawieckiego, już nic nigdy w PiS nie będzie takie samo.
-
Kaczyński boi się stracić Trybunał. Tusk atakuje kryptowalutami. Koalicja się żre #OnetAudio 11.04.2026 17minChyba tylko najstarsi górale pamiętają, że ostatni raz ślubowanie sędziów Trybunału odbyło się w parlamencie jeszcze w latach 90. XX wieku. Ówczesne przepisy — w zupełnie innych realiach politycznych i prawnych — przewidywały, że członkowie TK muszą ślubować wobec marszałka Sejmu. To zmieniła dopiero ustawa z 1997 r., która bazowała na przepisach nowej Konstytucji i przenosiła ślubowanie z marszałka na prezydenta. Twórcy ustawy nie przewidzieli jednak, że pojawią się prezydenci, którzy odmówią przyjęcia ślubowania od sędziów wybranych przez Sejm. Zaczął Andrzej Duda w 2015 r., a dzieło kontynuuje Karol Nawrocki. Prezydent przez kilka tygodni nie zapraszał na ślubowanie nowo wybranych członków TK. Wyjątek zrobił wobec dwojga, choć Pałac Prezydencki nie potrafi logicznie wytłumaczyć, dlaczego akurat padło na sędziów Dariusza Szostka i Magdalenę Bentkowską. Tak się jednak składa, że oboje są związani z PSL i Polską 2050, czyli z partiami, które Nawrocki i PiS próbują wyciągnąć z koalicji. W tej sytuacji pozostała czwórka postanowiła działać i w Sejmie złożyła ślubowanie w obecności Włodzimierza Czarzastego i notariusza, który przygotował dokumenty potwierdzające śluby. Sędziowie zanieśli je na biuro podawcze Kancelarii Prezydenta, a potem poszli do gmachu Trybunału, gdzie przyjął ich Bogdan Święczkowski, namiestnik PiS. „Godzilla" z nimi pogadał, wypił — jak zapewnia — butelkę wody mineralnej, ale gabinety przydzielił tylko Szostkowi i Bentkowskiej. Reszta przydziału spraw nie dostała. Z PiS płyną nieoficjalne głosy sugerujące, że jeśli za dwa lata zmieni się większość sejmowa, nowy parlament w miejsce czwórki sędziów może wybrać nowych. Rzeczą oczywistą jest, że prezes PiS Jarosław Kaczyński był uprzedzony o ruchach prezydenta. Nie po to w najbliższym otoczeniu głowy państwa są zaufani ludzie Nowogrodzkiej — szef gabinetu prezydenta Paweł Szefernaker oraz szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki. Jest jasne, że poprzez podzielenie sędziów na dwie grupy Kaczyńskiemu i Nawrockiemu chodziło o wbicie klina w koalicję rządzącą. To miał być też ukłon wobec słabego ogniwa koalicji — Polski 2050, która jest krytyczna wobec premiera. Oraz wobec PSL, bo prawica wierzy, że uda się ludowców skusić do obalenia rządów Tuska. Argumentacja prawna jest rzeczą trzeciorzędną. Kaczyńskiemu, Nawrockiemu i Święczkowskiemu w rzeczywistości chodzi o to, aby Trybunał nie został trwale przejęty przez obecną koalicję. Bo wtedy — taka jest w PiS obawa — TK mógłby wysadzać w powietrze projekty rządów PiS, jeśli po wyborach 2027 r. partia wróci do władzy. Wprowadzenie w tej chwili do Trybunału sześciorga sędziów doprowadziłoby do tego, że już w tym roku większość członków TK stanowiliby nominaci obecnej władzy, a każdy z nich miałby przed sobą długą, 9-letnią kadencję. Zaprzysiężenie jedynie dwójki sędziów daje Kaczyńskiemu gwarancję, że do wyborów nie wypuści TK ze swych górnych kończyn. W najnowszym odcinku słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" jego twórcy opowiedzą też m.in. o powrocie wojny o kryptowaluty, drżeniu w PiS przed wyborami na Węgrzech, a także o tym, dlaczego prezes NBP Adam Glapiński już nie chce sprzedawać złota.
-
Nawrocki mebluje Trybunał. Morawiecki spiskuje. Tusk ma oko na Kosiniaka #OnetAudio 06.04.2026 21minGdybyśmy tydzień temu dowiedzieli się, że prezydent Karol Nawrocki przyjmie ślubowanie od świeżo wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, to bylibyśmy wstrząśnięci i zmieszani jednocześnie. No bo przecież nie jest tajemnicą, że Pałac Prezydencki do spółki z Prawem i Sprawiedliwością od tygodni szukali pretekstu, żeby zablokować wejście do sądu konstytucyjnego nominatów obecnej większości sejmowej. Ba, pisowcy zdecydowali się na ruch tak kuriozalny, że aż moglibyśmy powiedzieć o nim "zabawny", gdyby sprawa nie dotyczyła rzeczy śmiertelnie poważnej. Złożyli oni mianowicie skargę do TK na… własną ustawę sprzed dekady, która m.in. wskazywała, że to Regulamin Sejmu zawiera instrukcję wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Przez dziesięć lat można było więc — według PiS — wybierać ich zgodnie z ustawą, ale jak się zmieniła władza, to politycy Prawa i Sprawiedliwości stwierdzili, że to jednak niefajnie. Skarżący argumentowali również, że do czasu rozpoznania skargi, prezydent powinien się wstrzymać z przyjęciem ślubowania od nowych sędziów. Przypomnijmy: niedawno Sejm wybrał łącznie sześcioro sędziów. Oto oni: sędzia i przewodniczący komisji kodyfikacyjnej ustroju sądownictwa i prokuratury przy Ministerstwie Sprawiedliwości Krystian Markiewicz, dr hab. nauk prawnych, prof. w Instytucie Nauk Prawnych PAN Maciej Taborowski, dr hab. nauk prawnych, prof. w Katedrze Postępowania Cywilnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego Marcin Dziurda oraz sędzia, dotąd prezes Sądu Okręgowego w Opolu Anna Korwin-Piotrowska, mec. Magdalena Bentkowska i prof. Dariusz Szostek z Uniwersytetu Śląskiego. Prezydent zwlekał ponad dwa tygodnie. Przez media w tym czasie toczyła się dyskusja na temat tego, co się stanie, jeśli Karol Nawrocki nie zaprosi do Pałacu nikogo. Festiwal propozycji trwał w najlepsze. Pojawiały się sugestie, że może sędziowie powinni udać się do notariusza i tak złożone ślubowanie przesłać prezydentowi. A może to marszałek Sejmu powinien wysłuchać ślubowania i odpowiednie dokumenty dostarczyć do siedziby głowy państwa? Tymczasem prezydent Nawrocki postanowił ślubowanie przyjąć, ale tylko od dwójki: mec. Magdaleny Bentkowskiej i prof. Dariusza Szostka. Głowa państwa ewidentnie gra na podział sześcioosobowej grupy, bo o zaprzysiężeniu pozostałej czwórki nic nie słychać. Szef prezydenckiej kancelarii Zbigniew Bogucki twierdzi, że sprawa jest analizowana. Ale my w Stanie Wyjątkowym domyślamy się, że ta analiza może potrwać do końca kadencji Sejmu. Sędziowie Dariusz Szostek i Magdalena Bentkowska nie stawili się na razie w Trybunale Konstytucyjnym po ślubowaniu w Pałacu Prezydenckim. Prof. Szostek po wyjściu z siedziby głowy państwa mówił, że stanie się to po świętach. Nie jest to jednak takie pewne. Jak się dowiadujemy, w Warszawie — w dniu ślubowania — przebywała cała szóstka wybranych niedawno przez Sejm sędziów sądu konstytucyjnego. Jak wynika z naszych rozmów z przedstawicielami obozu władzy, rządzący uznawali przyjęcie ślubowania jedynie od części sędziów za najbardziej prawdopodobne rozwiązanie. Chodziło o to, by próbować odsunąć od prezydenta zarzuty o to, że brutalnie łamie konstytucję i całkowicie ignoruje wybór Sejmu, co jest wyłącznym uprawnieniem izby niższej parlamentu. W Kancelarii Prezydenta wymyślono więc, że ślubowanie zostanie przyjęte od dwójki sędziów, co pozwoli na to, by w TK było 11 osób. Minister Zbigniew Bogucki przekonywał, że w ten sposób — zgodnie z ustawą o Trybunale — sąd konstytucyjny będzie miał tzw. pełny skład. Co ciekawe, TK pod kierownictwem Bogdana Święczkowskiego w zeszłym roku uznał, że ten przepis jest niekonstytucyjny, a pełen skład to po prostu liczba sędziów zdolna w danym momencie do orzekania. Jak słyszymy, nie ma jeszcze decyzji dotyczącej dalszych kroków rządzących. Nie jest jasne, czy dwoje sędziów, którzy zjawili się w Pałacu Prezydenckim, rzeczywiście w ciągu najbliższych dni uda się do siedziby TK, by podjąć obowiązki. Możliwe, że będą chcieli poczekać na pozostałą czwórkę, ale tej grupki Karol Nawrocki do siebie raczej nie zaprosi. W rządzie słychać o różnych opcjach, w tym "twardych". Zwolennikiem tego typu rozwiązań ma być minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, choć nie jest jasne, o co może chodzić. W tym wydaniu Stanu Wyjątkowego Kamil Dziubka i Dominika Długosz zastanawiają się również, czy Mateusz Morawiecki odejdzie z PiS, bo w mijającym tygodniu spotkał się na debacie z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem. Chemii między panami nie było, ale było jedno - sygnał dla Jarosława Kaczyńskiego, że były premier nie jest skazany na trwanie w PiS. Twórcy programu odpowiedzą też m.in. na pytanie, czy Jarosław Kaczyński zacznie wyrzucać ludzi z partii, żeby siłą wymusić jedność. Przeanaluzują również potencjalne zyski i straty dla rządu po decyzji o obniżce cen paliw. Będzie też o żenujących żartach polityków z okazji Prima Aprilis.
-
Kibole wypowiadają wojnę Nawrockiemu. Bogucki wpakował prezydenta na minę. Tusk bada aferę w Kłodzku #OnetAudio 29.03.2026 23minWydawało nam się, że nie ma trwalszych przyjaźni, niż te zadzierzgnięte podczas kibolskich ustawek. Wszak danie komuś po twarzy w lesie można uznać za rodzaj specyficznego dotyku. A dotyk zbliża ludzi. Dlatego też odkąd w kampanii dowiedzieliśmy się, że Karol Nawrocki tłukł się na leśnych duktach z wszelkiej maści kibolami, dresiarzami i koksiarzami, to zakładaliśmy, że ten pisany braterską krwią sojusz przetrwa do końca — naszego lub ich. Przetrwał raptem pół roku prezydentury. Powiedzieć, że na naszych oczach kibolska arystokracja obraziła się na Nawrockiego, to nic nie powiedzieć. Prezydent jest obrażany i lżony na stadionach w całej Polsce. Właśnie oglądamy na żywo serial zatytułowany „O jedno weto za daleko" — kibole są wściekli, że prezydent zawetował kodeks postępowania karnego, który jest dla nich ważniejszy od Biblii. Z biblijnych grzechów idzie się wyspowiadać — choćby u prezydenckiego kapelana, któren też kibol. A za przewinienia karne idzie się do paki. I o ile Nawrocki mógł napinać swe bicepsy tudzież tricepsy wetując beztrosko i hurtowo kolejne ustawy rządu Tuska, to akurat weto antykibolskie będzie go kosztować bardzo dużo. Jak ustalili twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz i Jacek Gądek, w tarapaty wpakował prezydenta szef jego kancelarii Zbigniew Bogucki. Właśnie on zalecił weto, nie zdając sobie sprawy, że to cios w towarzyszy leśnych wojaży Nawrockiego. Teraz złotousty minister rozpaczliwie próbuje wybrnąć z sytuacji, miotając wszem i wobec ciężkie oskarżenia. W minionym tygodniu oskarżał o aborcję i pedofilię, ale mamy wrażenie, że dopiero się rozkręca.
-
Tusk straszy, że Kaczyński planuje polexit. Czarnek walczy z panelami. Giertych blokuje frankowiczów #OnetAudio 21.03.2026 27minZa swej władzy PiS zafundował nam wszystkim przyspieszone korepetycje z wszelakich instytucji państwa i ich konstytucyjnej roli. Któż wcześniej zdawał sobie sprawę ze znaczenia Trybunału Konstytucyjnego? Kto zacz przejmował się decyzjami Krajowej Rady Sądownictwa? Azaliż któżże podniecał się izbami w Sądzie Najwyższym? Po rządach PiS wszyscy jesteśmy mądrzejsi. Do tego niewątpliwego wkładu Jarosława Kaczyńskiego w edukację obywatelską, dochodzi właśnie nowy komponent — ekologiczny. Otóż lider PiS w ramach kampanii wyborczej zarządził natarcie na politykę klimatyczną Unii Europejskiej. Twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Dominika Długosz i Jacek Gądek przewidują, że edukacyjna pasja prezesa doprowadzi do tego, że już wkrótce każdy z nas będzie miał w małym palcu zasady działania systemu handlu emisjami gazów ETS, będzie znał bieżącą cenę wypuszczenia w niebo jednej tony dwutlenku węgla i w myślach przeliczy, ile zielonego podatku prezes zapłaci za ogrzanie swego domu oraz napełnienie baku partyjnej limuzyny. A mówiąc poważnie: widać wyraźnie, że w kampanii przed wyborami w 2027 r. PiS zamierza ostro atakować Unię Europejską. Zaczęło się od unijnego kredytu na zbrojenia SAFE, z którego Kaczyński zrobił niemiecki plan gospodarczego podboju Polski. Teraz na tapecie jest ETS — program ograniczenia emisji dwutlenku węgla, który podnosi nasze rachunki za energię. Politycy PiS żądają wyjścia Polski z ETS, choć doskonale wiedzą, że to niemożliwe, bo to część unijnego prawa, które można porzucić tylko wychodząc z UE. Sami tak mówili, gdy rządzili — dziś liczą, że o tym nie pamiętamy. A za rogiem są już kolejne unijne tematy na kampanię PiS. Choćby rejestracja związków jednopłciowych, na którą — po orzeczeniu Trybunału Sprawiedliwości UE — zgodził się właśnie polski Naczelny Sąd Administracyjny. Premier Donald Tusk od lat straszy, że Kaczyński planuje polexit. Tym razem jednak PiS rzeczywiście jest tak bliski rzucenia tego hasła, jak nigdy dotąd. Właściwie wszystko, co proponują liderzy PiS wspierani przez prezydenta, to kurs na opuszczenie Unii — tyle że bez mówienia o tym głośno.
-
Kulisy weta Nawrockiego do SAFE. Mentzen grilluje Czarnka. Giertych odzyskuje wpływy w KO #OnetAudio 14.03.2026 29minMiłościwie nam panujący pan prezydent zebrał już ponad dwa tuziny wet. Ale to jest szczególne — stanowi prawdziwą perłę w prezydenckiej koronie. Zgodnie z przewidywaniami twórców słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzeja Stankiewicza i Kamila Dziubki, prezydent zawetował ustawę wdrażającą w Polsce unijny program SAFE. To warta prawie 200 mld zł zbrojeniowa pożyczka rozpisana na 45 lat. Nawrocki mnoży swe argumenty przeciw SAFE, ale zasadnicze powody są dwa. Po pierwsze — nie chce zadzierać ze swym patronem w Białym Domu, który zażądał weta, bo nie chce, żeby Unia wzmacniała własną zbrojeniówkę i ograniczała zakupy z USA. A po drugie, Nawrocki jest zdeklarowanym przeciwnikiem Unii Europejskiej i nie zamierza się godzić na kredyt, który wiąże Polskę z UE na niemal pół wieku. Pan prezydent chce, żeby Polska opuściła Unię nieporównanie szybciej, niż za 45 lat, więc nie mógł się zgodzić, by kredyt utrudniał Polexit. Weto od tygodni było pewne, a to co wokół SAFE robią prezydent i premier to polityczna gra obliczona na osłabienie przeciwnika. Twórcy „Stanu Wyjątkowego" wchodzą za kulisy starcia Nawrocki-Tusk i pokazują polityczną rozgrywkę obu stron.
-
Czarnek pomazańcem Kaczyńskiego. Nawrocki chce zawetować unijny SAFE. Wojna w Koalicji Obywatelskiej #OnetAudio 08.03.2026 23minA więc jednak Przemysław Czarnek. W partyjnej wojnie frakcji Jarosław Kaczyński wyraźnie stawia na „maślarzy" — właśnie poprzez wskazanie Czarnka jako kandydata PiS na premiera. To czy kiedykolwiek Czarnek premierem zostanie wcale nie jest przesądzone. Pewne jest za to, że Kaczyński dał czarną polewkę Mateuszowi Morawieckiemu i jego frakcji „harcerzy". Mówiąc wprost: po raz kolejny w ostatnich latach Morawiecki dostał jasny sygnał, że nie ma już dla niego przyszłości w PiS. No chyba, że się podporządkuje. Tyle że on podporządkować się decyzjom prezesa nie zamierza. Nie po to zakończył lukratywną karierę bankowca, aby teraz się godzić na rolę statysty w serialu, w którym Kaczyński obsadza w głównych rolach jego wrogów. Kaczyński do ostatniej chwili się wahał, kogo wskazać. W grze byli też młodzi samorządowcy związani z PiS, dawni członkowie rządu oraz ministrowie z Kancelarii Prezydenta. Każdy z nich gwarantował jedno — że nie będzie zaostrzał wojny frakcji. Czemu zatem prezes wybrał wojnę wewnętrzną w PiS? Bo ważniejsze od niego jest to, żeby kandydat od dziś zajął się walką o elektorat twardej prawicy, który ucieka z PiS do Korony Grzegorza Brauna oraz do Konfederacji. Prezes woli zdegradować a nawet stracić Morawieckiego, jeśli pozwoli to odbić nacjonalistycznych wyborców. Nie kryjemy — zacieramy ręce. Polityczny buldożer Czarnek jako kandydat na premiera, który ma walczyć z Mentzenem, Bosakiem i Braunem oraz chorobliwie ambitny Morawiecki pozbawiony politycznych perspektyw — to gwarancja, że do wyborów będziemy mieli co robić w „Stanie Wyjątkowym".
-
Morawiecki stawia się Kaczyńskiemu. Nawrocki pod presją Tuska. Macierewicz wraca do łask #OnetAudio 28.02.2026 21minAleż my znamy prezesa, chyba nawet lepiej niż on sam siebie. Od początku czuliśmy, że to pic, gdy Jarosław Kaczyński opowiadał, jak to w swym sercu ma już wybranego kandydata na premiera, z którym ruszy na podbój Polski przed przyszłorocznymi wyborami. Nawet jeśli przez chwilę myślał o liderach frakcji „maślarzy" Tobiaszu Bocheńskim czy też Przemysławie Czarnku, to już tak nie myśli. Wystarczyło, że odwiedził go lider konkurencyjnej frakcji „harcerzy" Mateusz Morawiecki i ostrzegł, że postawienie na „maślarzy" to prosta droga do rozłamu w PiS — i prezes pospiesznie się wycofał. Nie ma się co dziwić, że Morawiecki grozi opuszczeniem PiS. „Maślarze" go nienawidzą, intensywnie zwalczają „harcerzy" i chcą ich wyeliminować z polityki. Dość powiedzieć, że z niedawnej konwencji PiS w sprawach obronności i unijnego funduszu SAFE usunięty został „harcerz" Michał Dworczyk, zaś „maślarze" reaktywowali wstydliwie w PiS skrywanego Antoniego Macierewicza. Pan Antoni nie zwiódł — kłamał jak najęty. Twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" Andrzej Stankiewicz i Jacek Gądek zauważają, że „maślarz" na czele rządu to byłby wyrok na Morawieckiego i pozbawienie go wszelkich szans w walce o sukcesję po Kaczyńskim — a Morawiecki chce być następnym prezesem PiS. Szkopuł w tym, że Kaczyński nigdzie się nie wybiera. Dlatego jest rozżalony na byłego premiera. Coraz częściej mówi swym najbliższym ludziom, że czuje się jak ojciec, któremu syn chce zabrać cały majątek. A cały majątek prezesa to PiS.
-
Kaczyński topi Morawieckiego. Żurek chce okiwać Nawrockiego. Hołownia traci pół partii #OnetAudio 21.02.2026 27minMówiąc szczerze, twórcy słuchowiska politycznego „Stan Wyjątkowy" nie wierzą, że Jarosław Kaczyński ma już w głowie jedno nazwisko kandydata PiS na premiera. Bawi nas, gdy prezes mówi, że już wie, ale jeszcze nie powie. No to my powiemy — Kaczyński rozważa Tobiasza Bocheńskiego lub Przemysława Czarnka. I, mówiąc szczerze, niezbyt to nas porusza. Z jednego powodu — prezes zachowuje się, jakby nie rozumiał, że skończyły się czasy, gdy to on jednoosobowo wskazywał kandydata na premiera. Dziś scena polityczna wygląda inaczej — Kaczyński traci wpływy na prawicy kosztem Konfederacji i Korony Brauna. Najpierw więc PiS musi dobrze wypaść w wyborach, potem znaleźć koalicjantów, a dopiero w finale ustalić z nimi nazwisko premiera — a do tego droga daleka. Komunikatu Kaczyńskiego nie można jednak lekceważyć. I nie chodzi tu o namaszczenie Bocheńskiego czy Czarnka, tylko topienie Mateusza Morawieckiego. Prezes otóż jednoznacznie dał do zrozumienia, że dla Morawieckiego nie widzi miejsca na czele rządu PiS w razie powrotu do władzy. Ten komunikat to polityczny sygnał dla Morawieckiego i jego frakcji „harcerzy", że w PiS nic dobrego już ich nie czeka. I właśnie to może mieć kolosalne konsekwencje dla sceny politycznej — łącznie z ich wyjściem z PiS. Na razie rozpada się Polska 2050 Szymona Hołowni — biorąc pod uwagę datę zapisaną w jej nazwie, upada co najmniej ćwierć wieku za wcześnie. Politycy partii, która miała zmienić oblicze tej ziemi, wyzywają się od „bydlaków", zarzucając sobie oszustwa i defraudacje. Jednocześnie, jak przystało na demokratów, dzielą się na pół. Jedna grupa tworzy klub Centrum, a druga chce być „wyrazistym centrum". Ale rozpad Polski 2050 wcale nie musi oznaczać, że Hołownia zniknie z polityki. Bo zostało przy nim to, co ważniejsze od połowy straconego klubu — grube miliony w partyjnej kasie. To dobre wiano, żeby negocjować koalicję przed kolejnymi wyborami. Z kim? Może z PSL? Może z Morawieckim? Pewne jest jedno — nie z Tuskiem, bo Hołownia uważa, że premier chce go wykończyć. Panie Szymonie, nie potrzeba Tuska — pan się sam wykańcza.
-
Czarzasty na wojnie z Nawrockim i Trumpem. Tusk chce tropić Epsteina. Ziobro ścigany listem gończym #OnetAudio 07.02.2026 24minPowiedzieć, że to czas Włodzimierza Czarzastego to nic nie powiedzieć. Fakty są takie, że poniedziałkowa konferencja marszałka ruszyła lawinę. Otóż lider Lewicy postanowił odrzucić wniosek amerykańskiej Izby Reprezentantów i izraelskiego Knesetu w sprawie poparcia dla kandydatury Donalda Trumpa do pokojowej Nagrody Nobla. W sumie Czarzasty nic nadzwyczajnego nie powiedział. Ot tyle, że prezydent USA destabilizuje sytuację międzynarodową, a nie odwrotnie, że uderza w sojuszników, a także ofiarę ich weteranów — w tym polskich — ma za nic. Nie wiadomo, czy swoje oświadczenie w szczegółach konsultował z MSZ i Donaldem Tuskiem — choć byłoby dziwne, gdyby tego nie zrobił. W Polsce utkane z krytyki Trumpa wystąpienie Czarzastego szybko zostało zapomniane. Aż tu nagle do pieca postanowił dołożyć ambasador USA Tom Rose, który ogłosił, że Amerykanie ucinają wszelkie relacje Czarzastym, czyli jakby mnie patrzeć — z drugą osobą w państwie. No i zaczęła się jatka. Politycy PiS czasowo przestali walczyć sami ze sobą i rzucili się na Czarzastego. Koalicja raczej go broni, na czele z premierem, który napisał ambasadorowi, że sojusznicy powinni się szanować, a nie pouczać. Rose się zacietrzewił. Zasugerował nawet, że władze USA mogą wycofać z Polski swoich żołnierzy i sprzęt. Potem wpis skasował, ale mleko już się rozlało. Szef MSZ Radosław Sikorski pyta Amerykanów, czy internetowe filipiki „Różanego Toma" to oficjalne stanowisko Białego Domu. Ale nie to jest najważniejsze. Kluczowe pytanie jest inne — czy Rose działał w porozumieniu z Pałacem Prezydenckim. Tak się bowiem składa, że wcześniej do ataku na Czarzastego przystąpił Karol Nawrocki, który chce szukać ruskich kontaktów marszałka. Szkopuł w tym, że zrobił to na tyle nieudolnie, że naraził się na lewy sierpowy Czarzastego, który w rewanżu zażądał, aby Nawrocki wyspowiadał się ze swych kontaktów z kibolami i gansterami, a także opowiedział o ochroniarskiej karierze w sopockim Grand Hotelu, gdy kwitła tam prostytucja. I akurat wtedy do gry wkroczył ambasador.
-
Kaczyński w szpitalu. Nawrocki atakowany przez ludzi Brauna. Konfederacji grozi likwidacja #OnetAudio 31.01.2026 29min
-
Trump ciągnie Nawrockiego do rady z Putinem. Rusza wojna o specsłużby. Partia Hołowni eksplodowała #OnetAudio 24.01.2026 31minW Davos był sukces polskiej dyplomacji a potem wszystko się zawaliło. Sukces polegał głównie na tym, że prezydent i premier ustalili ze sobą wspólną linię i dość precyzyjnie się jej trzymali. Prezydent wybrał rolę najwierniejszego przybocznego Donalda Trumpa, schlebiając mu na każdym kroku, a premier złego policjanta, który trzyma prezydenta za długopis. Ale wyszło naprawdę dobrze. Tyle tylko, że Donald Trump kompletnie nie panuje nad tym, co mówi. Już w swoim wystąpieniu zaczął opowiadać o tym, że kraje NATO nigdy Ameryce nie pomogły i nigdy by nie pomogły, ale poprawił jeszcze w rozmowie z dziennikarzami mówiąc, że nikt właściwie wojsk krajów NATO-wskich nie potrzebował i że stali z boku a nie na linii frontu. Na misjach w Afganistanie i Iraku zginęło 65 Polaków. Ofiary są wśród Brytyjczyków, Kanadyjczyków, Włochów, Niemców, Francuzów i Duńczyków. Od ataku 11 września, kiedy NATO na wniosek USA uruchomiło artykuł 5. w misjach zginęli żołnierze z 11 krajów europejskich. Ale prezydent Nawrocki nadal ma problem z powiedzeniem wprost, że Trump uderza w pamięć o polskich ofiarach amerykańskich wojen. W jego poście na platformie "X" nie pada nazwisko amerykańskiego prezydenta. Bo po prostu Nawrocki nie może, bo jeszcze by się wielki brat zdenerwował. W sejmie awantura na awanturze. O wszystko. A to się posłowie Polski 2050 publicznie wyzywają od zdrajców, a to krzyki o wejście prokuratorów do siedziby Krajowej Rady Sądownictwa, a to o zegarek posła lewicy, który nie pamięta czy nosi prawdziwą Omegę za 10 tysięcy czy pamiątkę z wakacji za 10 dolarów. Ale najwięcej emocji budzi to, co działo się na zamkniętych czatach Polski 2050. Każda rozmowa z polskim politykiem w tej chwili zaczyna się od słów "ale co tam w ogóle się stało" i nikt właściwie nie ma dobrej odpowiedzi. Ministra kultury w niewybrednych słowach namawia kolegów do ustawienia wyborów, 12 "szymonitów" składa hołd lenny byłemu liderowi, pseudopucz rozgrywa się tym razem bez kanapek, a jedyne co rośnie w partii to niechęć do Hołowni, który stracił już dokładnie wszystko, co wniósł do polityki.
Obľúbený v
Tento podcast sa objavuje aj v rebríčkoch podcastov týchto krajín.